
@ Cindy Shermann
Dzień dobry,
Kiedyś w liceum na jakiejś lekcji zainteresowałem się ascetami. Wpadłem na karkołomny pomysł stania się jednym z nich. Siedząc w ławce postanowiłem zamilczeć na wieki. Wytrwałem do kolacji, przedstawiając rodzicom swoje postanowienie napisane na kartce z zeszytu. Liceum się skończyło, kończą się też studia, a ja milczę już drugi dzień. Nie mogę się zdecydować, czy bawię się w Catherine Deneuve we Wstręcie czy Romana Polańskiego w Lokatorze. Grunt, że nie w Janusza Gajosa w Żółtym Szaliku (ta, jasne). Faktem jest, że jedni uprawiają sporty zimowe w miejscowości Madonna, a drudzy patrzą w stalowe niebo, przytulając się do kaloryfera. Samotność w wielkim mieście i w sieci. Oprócz neurotycznej pozy uprawiam również granie na nerwach biurokratycznych władz mediolańskiej ASP. Napięcie i mobbing w Erasmus office, straszenie pismami na przemian z proszeniem o wcześniejszy egzamin. That’s the spirit. Wisienką na torcie zostaje bolący ząb (kanałowe leczenie, witam serdecznie). Oczywiście istnieją też jasne strony życia, ale Piotr Tymochowicz wyraził się jasno na temat konsekwencji w kreowaniu wizerunku.
Milcząc, pozdrawiam,
Janusz L. Wiśniewski
